ECHA WYDARZEŃ: Nie wiem, od czego zacząć. Od siebie? Niby, nie wypada, ale... jeśli już ja, jako ja stałem się obiektem marketingowym, to zaczynam od siebie. Z nitką sportową, bo z panem Pudzianowskim. Dostałem oto SMS, zaczynającego się moim imieniem ( za grosz już nie ma prywatności) i wieścią, że pan siłacz Pudzianowski osobiście wylosował mój numer komórkowy i jeśli tylko odpowiem SMS-em ( za tyle a tyle; z vatem), to gwarantowana ( ciekawe, co na to pan P. w roli gwaranta) jakaś tam wygrana. Uśmiałem się, zostawiłem bez odpowiedzi, ale nie skasowałem. Mam dowód, że uznano mnie za „nowoczesnego", bo włączono w orbitę marketingową. I to - z mistrzem aren współzawodnictwa siłaczy, Pudzianem... Mimo żem przy Nim słabieńki liliput...
Nasi sławni siatkarze nie dali rady Japończykom ( w Japonii), przegrywając 2: 2: 3 wrnieju, w którym grają wyłącznie arcymistrzowie. Ważne, że w tym turnieju (Puchar Wielkich Mistrzów) nie ważą się losy żadnego awansu do mistrzostw, czy igrzysk. Sławni grają „tylko" o sławę. Czyli- sport pełną gębą, jak w filozoficznych swoich podstawach. Wynik podpowiada, iż... mogli jednak też wygrać, a że nie wygrali? Cóż, dziś najważniejsze, iż wcześniej mistrzostwem Europy zapracowali na zaszczyt i tego startu. A że jednak w siatkówce też świat się na Europie nie kończy... przypomnienie tej prawdy też się może przydać... Mistrzom kontynentu w wyprawie, w której marzą się kiedyś nam laury mistrzów świata i olimpijskich... I nie zgadzam się z tytułem recenzji w Wirtualnej, że ta porażka to „upokarzająca klęska reprezentacji Polski". Żeby, chociaż- nauczka, lekcja; nie- klęska. Sport wzmaga namiętności- święta prawda, ale chłodna głowa w ocenach też się przydaje. A tu- jakaś komentatorska moda na takie słowne „od ściany - do ściany"....
- Gabinet osobliwości komentatorskich, część dalsza: „Straszliwa kompromitacja reprezentacji Polski. Ogromny wstyd, to żenujące". Co to? Tytuł z popularnego portalu. Co zaś kompromituje, żenuje i ogromnie zawstydza? To, że hołubiona piłkarska reprezentacja do 23 lat przegrała z Anglikami ( podobno na zasadzie zbieraniny doraźnie złożonych w zespół) 1:2.
Fakt- przegrała. Może nawet powinno być głupio, jako że PZPN hasło tej reprezentacji używa jako wytrych do tzw. procesu odnowy futbolu. Ale żebym zaraz się musiał wstydzić za kompromitację? Toż to żenada Panowie Redagujący i Komentujący... Mam więcej, i to ważniejszych powodów do uczuć, które mi z racji młodzieżowej piłki proponujecie...
Osobliwość druga. Wklejam cytat z gazety ( nie będziemy propagować tytułu, cytat wyjaśni - dlaczego): - „Maja", Co ty robisz z tą ręka. W d... sobie ją wsadź - tak do Radosława Majewskiego mówił selekcjoner Franciszek Smuda na wczorajszym treningu kadry w Brzozie - pisze dziennik... Te proste, żołnierskie słowa to jednak jedyna krytyka po adresem filigranowego pomocnika Nottingham Forest. ..."
Ciekawe, prawda? Jako informacja o jednej z tajemnych metod budowania formy mentalnej sportowca oraz w ogóle, jako ciekawostka z tzw. warsztatu... Za kulisami tośmy zawodowo dziś mocni. Do przesady...
Na koniec-powrót do aren. Piłkarze wreszcie górą! Czyli- przy zwycięstwie. Nad Kanadyjczykami. 1:0. Mogło i powinno być wyżej, Bo okazje było, rywal ambitny, lecz futbolowo średniutki, i wynik inny niż zwycięstwo byłby... Aż nie chcę mówić. A grali teraz z polotem, agresywnie i chętnie. Ciekawe, w jakiej mierze sygnał to, że leci jaskółka „nowego" ( ta wyśniona), w jakim stopniu sprawę ułatwił rywal... Ważne jednak, że zima zaczęła się lepiej, a czas ocen przyjdzie wiosną, bo następne granie w marcu. Byle do wiosny...
ECHA WYDARZEŃ: Dlaczego jakoś bez przerwy nie potrafimy mocno stanąć nogami na ziemi? Nawet, jeśli mówimy, że stoimy... to głowa w chmurach. Jeśli aż taki spec, jak bramkarz Jerzy Dudek w swoim blogu przed meczem młodszych kolegów z Rumunami ( przegranym potem 0: 1, w stylu jednak- jak drzewiej,) pompuje w kibiców dziecinny zgoła optymizm! Że wraz ze Smudą już jakby przyszło nowe, i to nowe już w tym- pierwszym- meczu powinno się objawić...
I kto nam to wmawiał? Pierwszej wody zawodowiec. W blogu wpisanym przez portal do zbioru wpisów profesjonalistów! Własna kariera oraz kwalifikacja blogowa do czegoś zobowiązują. Nie do zastrzyków optymizmu z terminem skutków terapii, który w grę wejść nie może. Przypadkiem, gdy fortuna się uśmiechnie, a przeciwnik pozwoli- może być fajnie już na starcie, ale nowej reguły słowami i dobrym nastrojem się nie buduje... Profesjonalista, który tej wiedzy na własnej skórze zaznaje- wie to lepiej od zakochanego i naiwnego kibica, dlaczego więc obiecuje, ż gruszki na wierzbie wyrosną... Przecież wie, że sam walc czy fokstrot kadrowy jeszcze zmian jakościowych nie niesie. Po co więc Panie Jurku- bramkarzu niegdyś urzekająco tańczący takie dyrdymały słane kibicom ...?
W ogóle chętnie dziś nasz świat- nie tylko sportowy, polityczny także- nadużywa określeń „profesjonalizm", „profesjonalista". Na ocenę postępowania dobrego, nowoczesnego itd. W podtekście- „nieprofesjonalne" oznacza coś sknoconego. Mam pytanie: jak się do pojęcia profesjonalizmu PZPN mają się narzekania trenerów i piłkarzy, że kazano im grać na śniegu ( w Chorzowie), w błocku ( w Warszawie), co widowiska zepsuło, a ze sprawdzianu sportowego uczyniło parodię? Przepraszam, ale co to za profesjonaliści, którzy tak mecze międzypaństwowe organizują? Jak ocenić tłumaczenia, że goście chcieli szybko uciekać, więc ... Obowiązek gościnności kontra zdrowy rozsądek oraz... właśnie profesjonalizm? Prawdę mówiąc, trener Smuda też ma prawo mieć żal. Do siebie- że za łatwo zawierzył i własną nogą nie sprawdzi. Do Ważnych Działaczy PZPN- że biorą pieniądze za działanie zawodowe, a czasem ( dwa razy, to już za często) pracują nie jak amatorzy, ale jak dyletanci... I to ma być ta prosta droga do odnowy futbolu?
Na marginesie dnia: Przeczytałem informację, że: „ Po nowelizacji austriackiego kodeksu karnego, od 1 stycznia przyszłego roku górna granica kary za stosowanie zabronionych środków dopingowych przez sportowców zostanie podwyższona do dziesięciu lat pozbawienia wolności - poinformowała minister sprawiedliwości Claudia Bandion-Ortner." Doping nie tylko w „kodeksie sportowym" i karany wyłącznie przez organy sportowe ( jak jeszcze u nas), lecz jasno i zdecydowanie ścigany z mocy prawa karnego. Nie komentuję, cytuję. Przypominając normę, która obowiązuje już w wielu kodeksach karnych i w praktyce wielu organów ścigania. Policje, celnicy; wyroki nie tylko sportowe itd... Surowość zlikwiduje problem? Nie, ale niedostatek surowości tylko użyźnia glebę dla chwastów...
ECHA WYDARZEŃ: Polska- Rumunia 0:1. Komentatorzy głoszą, że to my ( czytaj: nasi piłkarze) mieli więcej dogodnych do strzelenia gola okazji, ale wygrali Rumuni. Też ponoć są w kryzysie, ale jednak " w ostatnim podaniu" trochę skuteczniejsi. A „wynik idzie w świat", jak nauczali ci sami komentatorzy - w sytuacjach, gdy np. więcej okazji miewali rywale, zaś do nas uśmiechnęła się fortuna... Uwielbiam tę szermierkę sloganami!
Kolejny szablonik: debiut Franciszka Smudy. Czyj, przepraszam? Smuda debiutował dawno, teraz pierwszy raz grała reprezentacja przezeń zestawiona. Bo nawet nie da się powiedzieć, że przygotowana. Żeby trener mógł drużynie kawałek swojej „twarzy", ( czyli własnego pomysłu na granie) przekazać, potrzebny jest czas wspólnej pracy. Nie tylko powoływanie i podniecanie psychiki. Smuda, więc ani nie wygrał, ani nie przegrał, ani też nie zremisował. Dopiero dane mu było wziąć się do pracy... A że zobaczył, iż zaległości góra? Myślę, że wiedział...
TVP-owski „SPORT" ma nowego szefa. Po Robercie Korzeniowskim- Włodzimierz Szaranowicz. Po mistrzu olimpijskim znów dziennikarz-zawodowiec. Także z wielką wiedzą o sporcie. Doświadczony. Popularny. Ostatnio czasem może nawet ciut do przesady- rano pan Włodek, w południe- pan Włodek, wieczorem też studio piłkarskie poprowadzi... Puszkę z colą strach otworzyć, bywają takie dni... Z tej strony go znamy. Z „eteru" zawsze miał m.in. dobrą rekomendację Tuszyńskiego, jako szefa radiowej szkoły z czasów mikrofonowych debiutów panów Sz.
Nie recenzuję stylu transmisji, bo teraz nie to najważniejsze. Puszczę w niepamięć owe różne przedziwne chwilami zawijasy słowne, angielszczyznę dla szpanu ( pamiętny „trafik na hajłeju" - specjalnie fonetycznie przypomniany) będę natomiast eksponował wiedzę o jądrze, o filozofii sportu, o jego ludziach oraz o rozumieniu dziennikarskiej powinności. Teraz będzie pan Włodek mniej ważny w studio. Może nawet spowoduje, iż od uczucia doraźnego nadmiary przejdziemy do tęsknoty za jego głosem i wypowiedzią. Bardziej jednak będzie ważny jako programista, organizator, negocjator. No i szef. Pełną gębą. Jak zda ten egzamin? Konia z rzędem... Czas pokaże... Najlepszego! Posłałem e-maila z takim życzeniem... Szczerym, także w swoim interesie. bom też ... teraz kibic bardziej telewizyjny niż trybunowy...
Co jeszcze? Drobiazgi. Pod tytułem: „ To mnie drapie, to mi się nie podoba". Otóż nie podoba mi się teraz aktywność pana Leo na szpaltach. Teraz mówi sportowej Polsce, co mu przeszkadzało i ani słowem nie zająknie się, dlaczego wtedy milczał. Mądry Holender po szkodzie...? Toż to powiedzenie nas miało charakteryzować... Dalej. Jak polubiłem Tomasza Adamka, tak zdecydowanie wolę jego boksowanie od wielu chętnie głoszonych tez i opinii. Jasne, ma prawo do swojego widzenia świata. Jak każdy, ale ... mnie bardziej przypadł dotychczas do gustu w rękawicach. Pewnie czas wyłagodzi kanty, poczekam. A do kolegów zwanych medialistami, słowo następujące: Jasne, że mamy zadanie pokazywania ludzi sportu, jacy są rzeczywiście. I przekazywać ich poglądy także. Ale na łamach i w eterze są zarówno ci, którzy „głoszą", jak ci, którzy pytania stawiają. Rzadko się zdarza odpowiedź bez pytania, lub przed nim. A i brak własnego zdania ze strony wcześniej pytającego niekoniecznie świadczy o odwadze, prawda...?
Post scriptum: Śladem e-mailowej gratulacji i życzeń dla p. Włodka Szaranowicza. Najpierw jeden pan z TVP pokwitował odbiór, następnego dnia p. Bartek zafirmował taką oto odpowiedź:" Wiadomość usunięto bez czytania". Nie ma jak to kultura współżycia telewizji z telewidzami. A ja i tak panu Włodkowi dobrze życzę! Nie tylko po starej znajomości, choć-także...
ECHA WYDARZEŃ: Trochę się pokłócę. O słowa. Ściślej- o precyzję sformułowań oraz skutki braku precyzji. Wielki portal ogłasza ogromniastym tytułem: „KOSZTOWNE PRZYGOTOWANIA ZIMOWYCH GWIAZD" i dalej: „ Małysz pochłonie milion".
Ile osób odwiedza portal? Ile dziesiątków tysięcy czyta takie zdania oraz myśli sobie, że to bezsensowna rozrzutność? Że te same pieniądze można wykorzystać lepiej- na służbę zdrowia, waloryzację itp. a nie pozwalać sobie na drogie kultywowanie sportowego gwiazdorstwa. A w podtekście może jeszcze, że pan Małysz nie bez winy, bo jeśli „pochłonie", to jakby zachowywał się na podobieństwo smoka wawelskiego... I niech przyjdzie szewc Dratewka oraz zrobi z tym porządek... W niewypowiedzianym słowami tle- z tymi pasożytującymi, ( bo „pochłaniają") gwiazdami sportu...
Ani pół słowa, że Małysz, że Kowalczyk „ nie pochłaniają". Że wszyscy jakoś uczestniczymy w korzyściach, które ONI i podobni nim tworzą. Przecież w swoim, ale także naszym imieniu własnym wysiłkiem lat treningu chcą zawalczyć o to, co dostępne jedynie światowym mistrzom. Im Bozia dała, nam nie, ale przecież z nami się tym darem natury dzielą...
Ani pół słowa, co np. -poza satysfakcją oraz radością dla rodaków- dał i daje nam jeszcze pan Adam. Że organizujemy wielkie konkursy i pewnie do tego nie dokładamy, a zarabiamy. Że umowy telewizyjne, reklamowe- ze skutkami wymiernymi w pieniądzach- zarabianych, przyciąganych sławą mistrza, nie przezeń „pochłanianych".... Człowiek bliżej znający sport wie, kto tylko czyta takie sformułowania zawierające fałszywe tezy i opinie - jest po prostu wprowadzany w błąd. Rozmyślnie, albo z niedouczenia. Redaktor, który to pisze i tak tytułuje, albo nie poznał subtelności ojczystego języka, albo chce dla mody krytycznej wywołać oburzenie części czytelników. Gdyby postawił tezę ( bzdurną wedle mnie), że nas ( jedynych w świecie) w polityce państwa nie stać na uczestniczenie w biegu po medale i dajmy sobie z tym spokój- przyjąłbym to może jako zaproszenie do ostrej dyskusji. Nawet, jako prowokację intelektualną, ale gdy tak sprawę stawia- tylko krew się burzy i nerwy napinają... Bo, o czym tu dyskutować?
Na marginesie: Przypominam, że rachmistrze wyliczyli, iż przygotowanie naszego olimpijczyka do igrzysk w Pekinie kosztowało około miliona. Na głowę sportowca. Czyli- „zima" jakby podobna do „lata".
Dłużej wydziwiać nie będę. Wspomnę, że w tej samej informacji znajduję jeszcze sugestię, że parasol finansowy sprawuje PKOl. Nie w ramach oczywistej współpracy, lecz z pozycji szefowania.
Wedle mojej wiedzy zarówno odnośna ustawa, jak praktyka i tradycja kwestię sportowego przygotowania reprezentacji olimpijskiej powierzają, wraz z jądrem odpowiedzialności- administracji państwa. Po to jest ministerstwo,po to ma budżet. PKOl wypełnia zadania- logistyczne. Ubiera, transportuje, akredytuje, premiuje; nie angażuje podatnika, kasa ma pochodzenie przeważnie reklamowo-sponsorskie.
Nie komentuję. Poza przypomnieniem, że jeśli się sporządza lekturę dla dziesiątków tysięcy, jest niejako obowiązkiem wiedzieć, o czym się pisze... Wtedy owo „jak się napisze" też jakby miało inną wartość...
ECHA WYDARZEŃ: Święto, ale forma od świątecznej raczej odległa. Przepraszam swój ulubiony basen, czynny dziś do trzeciej, ale znów nie pójdę. Od kilku dni po przebudzeniu mówię tak, że wielki Fiodor Szalapin jawi się, jako... kastrat. Popływam, i jeszcze się bardziej wyłożę, czyli- położę. A w skuteczne leczenie przez panią minister K. przestałem jakoś wierzyć. Czyli- basen jutro!
Na blogowisku - różnie. Jak zawsze. Ktoś ma takie stresy ( raczej rozterki w boju „ ja z mną", kto ich nie miewa?), że chce blogowanie kończyć, ale tylko chce i to zapowiada... Na szczęście bój z kryzysem wygrywa blogowicz, nie kryzys. Ktoś się zgubił, ale szczęśliwie odnalazł, jak np. „Nigdziebądź". Fajnie! Ktoś ( Randdal) wykonał tytaniczną robotę zawodową, a my kibicowaliśmy mu w tym, jak mistrzowi sportu. Pan Tomek biega, warzy, młodzież polskiego i życia naucza; do świńskich powiedzeń łacińskich mnie prowokuje... Elizka przepiękne mi psy namalowała ( dzięki stokrotne) i zapowiada, że gdy dzieło wyschnie- przewędruje z Australii do stolicy RP. Mąż „Torunianki" znów wyruszył na morza. „Czarodziejka" niezmiennie czaruje słowem, obrazem i szczerością wypowiedzi. Margo wierszuje wzruszająco, choć ucho na poezję natura mi dała kiepskie... „Fajny Facet" - był, ale znów się gdzieś zapodział. Nibelung fotografuje świat po mistrzowsku- oko, wrażliwość, aparat pewnie też, ale na drugim planie. Mistrzyni blogu z Dąbrowy Górniczej uparła się, by obraz pięknych zresztą fotek wyparł słowo, którym świat malowała... Kapitan Wien jest niezmiennie we wpisach i refleksji ciekawy. „Poczwarni" chowają malucha, a za szczerość w opisie karmienia piersią na „ oczach świata" zebrali takie manto, że słowa otuchy pewnie tego nie zrównoważą... I tak dalej i tak dalej, Toczy się. Z górki, pod górkę, ale toczy... Jak u mnie, i ze mną...
Sport. Siatkarze z Bełchatowa dokonali czynu wielkiego. Drugi klub na świecie! Nie przeceniam, bo klubowej rywalizacji w tym sporcie daleko do reprezentacyjnej, ale sukces jest sukcesem. Niejako pogłębieniem śladu, który założyła- zostaję przy przenośni narciarskiej- reprezentacja siatkarzy. Ale ciekawe, mnie o tym w mediach niż o każdym kroku Franciszka Smudy...
Smuda obserwuje, Smuda jeździ, Smuda przekonuje do grania w reprezentacji, Smuda negocjuje, Smuda poszedł spać późno, a wstał wcześnie... „Franek Smuda czyni cuda"...
Koledzy medialiści oraz Państwo PT Kibicostwo- dajcie panu Smudzie trochę spokoju oraz praw do prywatności. Nie jest gwiazdą filmu, ani nibygwiazdą śpiewania, lecz trenerem piłkarskim, który ma określone zadania i sprecyzowaną umowę. Tzw. celebrytom zostawmy prowincjonalne, moim zdaniem podglądactwo- kto, z kim i jak, kto kogo w trąbę puścił, która więcej ciała pokazała... Smuda pracuje. I pozwólmy mu popracować w ciszy i spokoju. Nie wmawiajmy sobie i innym, że jeśli już jest taki, to i cud na boisku się musi zdarzyć... Kiedyś- przypominam tym, którzy mają krótką pamięć, trybuny w szale skandowały LEO-LEO, a czyż łatwo nie przestały? Zaś może skandowaniem i bezkrytycznością uwielbienia też się przyczyniły do... No, do tego, co jest, i z czym Smuda ma sobie dać radę... To póki co, jeśli szczerze chcemy poprawy, dajmy mu trochę spokoju, tzw. wolnej ręki i nie forsujmy tezy, że jeśli tylko lepiej niż Leo wybierze, to już będą wygrywali. Gdyby od wybierana tylko zależało, to trener nie jest potrzebny, wystarczy powołać radę kibiców oraz komentatorów i zarządzić głosowanie... A wybieranie w ogóle? Po pierwsze- trzeba mieć z kogo wybierać. Ci "ze świata:, nawet jeśli ich Smuda przekona, obrazu rodzimej piłki nie zmienią...
piątek, 20 listopada 2009
Licznik odwiedzin: 134986
| « listopad » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | ||||||
| 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 |
| 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | ||||||
jako dziennikarz ( sportowy)- przez "ładnych parę lat"- nie widzę powodu do zachowania dzisiejszej refleksji dla siebie. "Echa wydarzeń" - to kontynuacja felietonu dawniej prowadzonego.
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: