Echa Wydarzeń

R-R 3:1 ( 1:0)

ECHA WYDARZEŃ: Dziś dwa nurty-piłkarski i … na swój sposób rodzinny.

 1. Czas rozszyfrować tytuł wpisu: R-R 3:1 ( 1:0). Toż proste: Robert Lewandowski tak „wygrał” z Rumunami. Oczywiście jest to uproszczenie, jako że na gole pracowała drużyna, ale ten, który je strzelił- zagrał tzw. pierwsze skrzypce. Znów. W natarciu, ale też w ogóle w formułowaniu pomysłu zespołu na ten mecz.

 Trzy gole! Słowo za Wikipedią, ciekawostka:

 „Hat-trick – sportowe określenie, związane z osiągnięciem czegoś w liczbie trzech. Termin wywodzi się z krykieta, gdzie jest zwyczaj dawania kapelusza (ang. hat – „kapelusz” oraz trick – „sztuczka”) lub czapki zawodnikowi, który wyeliminował trzech batsmanów trzema kolejnymi rzutami. W hokeju i piłce nożnej hat-trickiem nazywa się zdobycie przez zawodnika trzech goli w jednym meczu.

 O klasycznym hat-tricku w piłce nożnej mówi się, gdy piłkarz zdobędzie trzy gole w jednej połowie meczu, a niektórzy dziennikarze sportowi twierdzą, że wtedy, gdy piłkarz zdobędzie trzy gole w jednej połowie meczu i nie oddzielone od siebie żadnym golem zdobytym przez innego gracza…”

  Pan Robert był „trzybramkowy”, więc…

 Jest zwycięstwo, są bardzo ważne trzy punkty, jest umocnienie pozycji lidera grupy eliminacyjnej mistrzostw świata. Jest radość prawie 60 tysięcy naocznych widzów ( gorąco reagowali; z wpisów wnoszę, że były i ogniska zapalne, ale na szczęście „bez pożaru) i wielu set tysięcy telewizyjnych. Po dobrym meczu. Wartkim i szybkim.

 Można się przyczepić do tego i owego, ale suma wrażeń- jak wyżej. I ten kapitan! Z pomysłem na granie- dla drużyny oraz dla siebie. Jak on strzela! Dwie „jedenastki”- dwa gole, a przecież za każdym razem trzeba znaleźć trochę inne rozwiązanie- tego samego bramkarza trudno dwa razy tak samo zaskoczyć. Kamery dały zbliżenia twarzy, widać było jak kapitan nim wykonał próbę bardzo się koncentrował i jakby rozmawiał sam z sobą o kluczu do bramki… To nie tylko wytrenowanie oraz automatyzm…

  Że zwycięstwo z góry było oczywiste? Bo w meczu wyjazdowym było 3:0, a przecież na własnym rosną skrzydła? Dzisiejsza piłka nie składa się z oczywistości. Dzień wcześniej, w innej grupie eliminacyjnej Andora pokonała- 1:0 Węgrów, a przecież: a) miała dotychczas w historii meczów o punkty serię 66 porażek; b) Węgrzy to od dziesiątków lat światowa ekstraklasa. Medale im nie obce… Czyli- nawet murowani niby słabeusze też czasem zabierają punkty, a przecież Rumuni to nie słabeusze…

  Wygrana podtrzymała dobre nastroje i udział w mistrzostwach wprowadziła „ w zasięg ręki”… A przy okazji posłodziła i tak już rosnące aspiracje. Że, gdy już słowo stanie się faktem, i zagramy w turnieju, to wypadnie to lepiej niż było np. w Korei; bliżej „Piechniczka”, „Górskiego”…

 2.  Ciekawie jest w lekkiej atletyce. Jeśli Adam Kszczot wygrywa 800 metrów w Diamentowej Lidze -1;45,96, a w pobitym polu zostawia wybornych pozaeurepjczyków, to… jest bardzo obiecująco w roku mistrzostw świata.

    Nitka sportowo-rodzinna. Czytam, że młociarka Malwina Kopron, dziewczę z Puław, wygrała zawody w Pradze, z rekordem życiowym 73,98 a wszystkie rzuty były dalekie. Niby to wciąż ledwie tło dla wielkiej mistrzyni Anity Włodarczyk, ale … już nadzieja na kontynuację. Młodziutka ( listopad 1994), szczuplutka- 167 cm, 75 kg, a już takie wynik. A trenuje ją –kto? Dziadek – Witold Kopron.

 Układ rodzinny, wcale nie tak rzadki. Bo przecież … Ireneusz Bukowiecki, w przeszłości wieloboista jest trenerem kulomiota, młodziana Konrada, który stopień po stopniu osiąga coraz większą światową sławę. Kiedyś trener bokserski Wiktor Nowak kierował karierą asa Tomasza; pan Radwański długo szkolił osobiście córy-tenisistki. Dalej, świetna i coraz lepsza oszczepniczka Marcelina Witek (ur. 2 czerwca1995), pracuje nad sobą pod okiem ojca Mirosława. A tata Szczęsny z synem Szczęsnym na futbolowej bramce... Dawno, dawno temu tata –nauczyciel wf i trener Roman Wszoła doprowadził syna Jacka do mistrzostwa olimpijskiego… Było, ale wciąż jest i pewnie będzie...

 Ciekawe, prawda? Więzi rodzinne, jako  zachęta do podejmowania decyzji o karierze sportowej – to zawsze oczywiste, ale też jako przedłużenie rodzinnej opieki ponad fazę zachęty i przykładu. Oczywiście na zasadzie opieki sportowego fachowca, który posiadł wiedzę o tej sztuce i wie jak TO robić, a równocześnie bywa pewnie bardziej wrażliwy niż obcy…