Echa Wydarzeń

Srebro pozłocone

ECHA WYDARZEŃ: Lekką atletykę mamy w rozpędzie. Jako solistów, i jako zespół. Zespól zajął drugie miejsce- za Niemcami- w drużynowych mistrzostwach kontynentu. Srebro, prawie jak złoto...

 To wielki sukces, bo bilans takiej imprezy obrazuje nie tylko stan osobowy gwiazd, lecz także jak silne zaplecze owe gwiazdy mają. I okazuje się, że w tym wcale nie jest u nas źle, choć znam takich sceptyków, którzy przewidywali, że będzie tzw. kicha. Że soliści znów zabłyszczą, ale suma punktów uciułanych na dalszych miejscach może nie być imponująca.

  A była! I to w sytuacji, gdy:

X Arcymistrzyni Anita Włodarczyk odwiedzała lekarzy, nie rzutnię młotem; X Adamowi Kszczotowi, który na bieżni 800 metrowej był najszybszy punkty zabrali sędziowie;

X Sprinterka Swoboda oraz płotkarka Kołeczek przeżyły perypetie związane ze źle ocenionym startem i mimo protestów, też z sędziami przegrały; a dobre miejsca były pewne…

 Nie wdaję się z ocenę sędziów i sprawności organizatorów, jestem raczej za opinią eksmiotacza Tomasza Majewskiego, który proponuje uznać, że „ jest jak jest, czyli- jak było” i spokojnie) znaczy- wciąż bardzo pracowicie) „jechać dalej”. Ku mistrzostwom świata… Fakt, fascynacja krzywdą, protestami ( składać trzeba, pępka świata robić z nich nie warto) i hasłem „ biją naszych” postępu nie napędza. A ponieważ analizy zdjęć i filmów sytuacji dyskusyjnych, co sypnęło się w Internecie też niosą opinie krańcowe… przeszłość zostawiam przeszłości. Zostając przy satysfakcji z tego, co dzielnie zwojowali…

 Kto mnie urzekł najbardziej? Mam taką prywatną klasyfikację, więc się dzielę.

 Primo- Sofia Ennaoui, urodzona 30 sierpnia 1995 w Ibn Dżarir w Maroku ( z mamy Polki i taty Marokańczyka); za Wikipedią „ W wieku 2 lat przyjechała do Polski, wychowała się w Lipianach”… Czyli po prostu Zośka. Młodziutka, szczuplutka, chętnie szczebiocząca o bieganiu, a jakże waleczna i głodna sukcesów! Gdy ruszyła do ataku po zwycięstwo na 3 km redaktor Babiarz zaczął się bardzo i jakoś aktorsko martwić, że nasza kruszynka „może się zakwasić”, a Ona … zamiast się bać ryzyka "zakwaszenia" uśmiechała się doń wiele metrów przed metą. Bieg stał się jakby równocześnie tańcem radości. Lubię takie sytuacje, lubię obrazy takiego sportu…

 Secundo- biegacz Marcin Lewandowski -ur. 13 czerwca1987 w Szczecinie. Też wspaniale atakujący-na finiszu 1500 metrów. „ Absolwent wychowania fizycznego na Uniwersytecie Szczecińskim (temat pracy magisterskiej: Roczny cykl przygotowań Marcina Lewandowskiego na dystansie 800 metrów)”. Wpis z Facebooka: „Bardzo się cieszę, bo jako kapitan drużyny dałem młodym zawodnikom z naszej reprezentacji piękny przykład…”

 Mamy w sporcie urodzaj na kapitanów Lewandowskich, prawda? W piłce przewodzi Pan Robert, w lekkiej Pan Marcin… Nic w tezie z kumoterstwa, po prostu zbieżność nazwisk. A że osobiście czuję się mile połaskotany- prawda... Tak trzymajmy, Panowie!

 Tertio- refleksja ogólna. Dzięki imprezie wróciła dawna nuta fascynacji rywalizacją sportową nacji, Nie tylko soliści-supergwiazdy, także zespoły narodowe, Jak kiedyś np. Polska-USA w lekkiej, mecze międzypaństwowe w boksie, Puchar Europy na ringu… Jakże to wzmagało oraz ogniskowało zainteresowanie i kibicowanie, z czasem jednak zwiędło. Teraz jakby się odradzało… Źle? Wedle mnie- dobrze. Także, dlatego, że więzi wewnętrzne w sporcie asów zyskują nową jakość… Taką „pozalaboratoryjną”… Że – jak dumasowscy muszkieterowie- „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”…

  Dalej-lekkoatletycznym śladem. Południowi sąsiedzi zachowali jako imprezy światowej marki stare mityngi międzynarodowe. Skojarzenia z czasem minionym nie obezwładniły i nie pokonały dobrej tradycji. Jakoś nie wszystko musi uwierać i przeszkadzać… Więcej – zawody ostrawskie Zlata Tretra zostały wzbogacone o konkurs młociarski. Ba, poświecony pamięci naszej Kamili Skolimowskiej! W tym roku pamięć została podkreślona szczególnie mocno. Wygrała Anita Włodarczyk- prawie 80 metrów, wieści o szwankującym zdrowiu można radośnie odłożyć na półkę z bajkami; wygrał Paweł Fajdek- aż 83,44, a kilka dni wcześniej targał nam i sobie nerwy, w europejskiej drużynówce palił rzuty. No i jeszcze Wojciech Nowicki – rzutem na 80,31 wpisał się na polską listę miotaczy, którzy pokonali ową bajeczną barierę 80 metrów…

  Czyli- Polska wciąż krajem mocarzy. Historycznie tak to wygląda ( podkradam z portalu PZLA):

83.93 Paweł Fajdek / 9 sierpnia 2015, Szczecin

83.38 Szymon Ziółkowski / 5 sierpnia 2001, Edmonton (mistrzostwa świata)

81.35 Wojciech Kondratowicz / 13 lipca 2003, Bydgoszcz

80.89 Maciej Pałyszko / 13 lipca 2003, Bydgoszcz

80.31 Wojciech Nowicki / 27 czerwca 2017, Ostrawa

80.18 Zdzisław Kwaśny / 21 sierpnia 1983, Londyn

 Miło oglądać takie rejestry. A – przy okazji- jakże wciąż wysoko jest pan Poseł Szymon Ziółkowski. Podkreślam, bo niedawno przeczytałem, jak bardzo skrytykował niektóre pomysły prawne wymodzone przez obecnego ministra sportu. Obu dzisiejszych polityków wydało oraz ukształtowało środowisko lekkoatletyczne. Którego lepiej? Czyja wizja sportu jest bliższa mądrości? Pan Szymon był mistrzem olimpijskim, a dziś historycznie „przegrywa” tylko z Pawłem Fajdkiem...  Kto mocniejszy w ocenie prawa oraz obyczaju?

 A Pan Szymon tak zaczął swą publiczną recenzję internecie: „Niestety po raz kolejny przekonałem się, że zapewnienia o ambitnych i dalekosiężnych planach ministrów rządu PiS to zwykła wydmuszka. Tym razem swój popis dał Minister Sportu Witold Bańka. Ustawa, jak to Pan Minister mówi, mająca na celu zachować aspekty etyki w sporcie to jedno wielkie oszustwo.” I tak dalej… Twarde rzucanie słowem. Jak kiedyś młotem...