Echa Wydarzeń

Pod prysznicem

ECHA WYDARZEŃ: Jezioro, wciąż zielona przyroda, grzyby, lis pokazujący się wieczorami, przemiły koncercik harcerek z Łodzi… Co dobre- szybko przemija… Sportowych wrażeń wiele. Za sprawą TV i mediów, ale zawsze to coś… Przewrotnie zacznę nie od futbolu, lecz od wydarzeń, które oko i ucho mile popieściły…

  Sławna hiszpańska Vuelta przybiera w tym roku jakby trochę barwy…Tour de Pologne. Do mety (21 etapów) jeszcze szmat drogi, a polski ślad jakże wyraźny. Tomasz Marczyński (ur. 6 marca 1984 w Krakowie) – dwa zwycięskie etapy; Rafał Majka (ur. 12 września1989 w Zegartowicach) –już jeden wygrany etap; Paweł Poljański (ur. 6 maja1990 w Wejherowie)) - aktywnajazda i miejsca na podium…

  Celowo przytaczam daty narodzin- żeby było widać, że wciąż przed nimi jeszcze czas mnożenia sukcesów. A w tym roku jeszcze… Meta sezonu to mistrzostwa świata, w norweskim Bergen, w drugiej połowie września.

  Nadal biję brawo. 26-letniemu pływakowi Sebastianowi Karasiowi. Samotnie przepłynął z Kołobrzegu na Bornholm, czyli „dał radę „Bałtykowi. I to teraz, gdy woda tak zimna, że … podczas pisania mam dreszcze. Wcześniej się nie udało- teraz tak. „. Karaś wypłynął z Kołobrzegu w poniedziałek o godz. 19.09. Na Bornholm dotarł we wtorek około godz. 23.30. …Ostatecznie na wyspę Bornholm dopłynął po 28 godzinach i 30 minutach.”

  Pływa „od zawsze”; żartują, że więcej niż chodzi… Wyczynami sportowo-ekstremalnymi dawał już znać o sobie wcześniej. Gdy np. przepływał ( bez pianki) kanał La Manche.

  Wielki wyczyn. Jak wcześniej Pani Teresy Zarzeczańskiej, która „ 30 sierpnia, 1975 jako pierwsza zawodniczka z Polski (zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn) oraz czwarta kobieta w historii przepłynęła kanał La Manche - z Dover do Wissant w czasie 11 godzin 10 minut.” Wspominam też związek, luźny, ale jednak, wyczynu Pani Teresy z moim zawodem: „W 1979 wyszła za mąż za Teofila Różańskiego, działacza sportowego i dziennikarza, który w 1975 kierował ekipą wspierającą jej wyczyn na kanale La Manche…”

  I jeszcze parę słów wspomnienia o tej, która jakby przecierała drogę dziś słusznie oklaskiwanemu Panu Sebastianowi: „W latach 90. organizowała starty pływackiej sztafety kobiecej, która m.in. w 1992 pobiła rekord świata w przepłynięciu kanału La Manche (9 godz. 48 minut), a w 1993 w przepłynięciu tego kanału w dwie strony (20 godz. 43 minuty) oraz pokonała trasę jednoetapowego maratonu z Kołobrzegu na Bornholm, liczącą prawie 95 km.”

  Oklasków ciąg dalszy. Dla lekkoatletycznej braci, choć w Uniwersjadzie próbują się nie tylko lekkoatleci. Ale w tej akurat specjalności rodzimy sport wystawił wielu asów światowego formatu. Skutek- zatrzęsienie medali, samych złotych sześć: Paweł Fajdek (rzut młotem) 79.16; Małgorzata Hołub (400 m) 51.76; Marcelina Witek (rzut oszczepem) 63.11;Malwina Kopron (rzut młotem) 76.85; Krystian Zalewski (3000 m z przeszkodami) 8:35.88; Polska (4x400 m) 3:26.75 - Małgorzata Hołub, Iga Baumgart, Patrycja Wyciszkiewicz, Justyna Święty.

 Jeszcze dorzucę, iż miło gdy w czasach mody na sport jako zawód tyle ważnych osób dokumentuje związki z indeksem…

  Koniec klaskania- będzie o prysznicu. Nie tym, który sprawia frajdę, ale takim, który sprawia, iż skóra cierpnie.

 Siatkówka panów i futbol. Dwie dziedziny, które ostatnimi laty zapełniają trybuny i ogniskują emocje. I dorzucają drewek do kominka, przy którym tak lubimy się pogrzać. My-kibice, i politycy kochającym okazję by orderem, albo chociaż depeszą gratulacyjną czy wydaniem śniadania pokazać się w towarzystwie asów sportu… A tu – „wziął prysznic i tyż nic”- jak poetycko rzekł kiedyś satyryk. Siatkarze zostali przy zaszczycie, że to u nas odbywają się mistrzostwa Europy. Ale… sportowo odegraliśmy rolę statystów. Przykro i głupio, bo granie odległe od oczekiwań.

  Od dawna coś jakoś się supła w tym sporcie. Były jakieś kryzysy związkowe, ale boisko łagodziło nastroje. Teraz problemy chyba jawią się jako kanciaste… O I oby nie było tak, że osiągnięciem sezonu w związku, który szczycił się najwyższymi trofeami, zostanie tylko wprowadzenie polityka o ksywie „Obatel” do władz olimpijskich… Nawet taki „spec od gadania” nie przekona, że tylko źli ludzie coś mają za złe; bo jest znakomicie…

  O 0:4 w meczu ( o punkty ważne dla udziału w mistrzostwach świata), czyli o mancie, jakie nam sprawili Duńczycy wiele pisać nie będę. Kto widział- wie, że gra była szmatława, bez ducha oraz polotu, zaś gospodarze robili, co i jak chcieli.

  Widziałem i ja, złoszcząc się i martwiąc. Ale też podziwiając Duńczyków. Choć okrutnie nam skopali kapitana- jak kiedyś „opiekuńczo” kopano pana Włodka Lubańskiego – w grze trzech na jednego…

  Gra jednak toczy się dalej i problemem jest czy i jakie nauki zdobyliśmy pod kopenhaskim prysznicem z lodowatą wodą. Ci, którzy grają; ci, którzy układają strategię z taktyką i ci, którzy kibicując ( awanturników zostawiam policji) okrutnie łatwo dają górę optymizmowi. Niepokoiłem się już gdym w TV słuchał oraz oglądał podnieconych radośnie dżentelmenów, którzy na tradycyjnie głupie pytanie o prognozę wyniku przeważnie… jakby nie wiedzieli, z kim przyjdzie grać. Że z drużyną, która kiedyś ( w odległej wprawdzie historii) nalała naszych 8: 0; która ma lepszy bilans gier polsko-duńskich; która zwołana z plaż na mistrzostwa Europy zdołała wygrać turniej… A nasi kibice tylko w nastroju różowych okularów… Albośmy to jacy tacy… A jacy- to się okaże… Oby- mądrzejsi po szkodzie… Bo była...