Echa Wydarzeń

Ministerialne- na stojaka?

ECHA WYDARZEŃ: Nie ma wyjścia-znów trzeba zacząć od piłki. W splocie z pomysłem MSWiA. Ministerstwo puściło w obieg urzędowy pomysł przywrócenia miejsc stojących podczas meczów piłkarskich.

  Cytat z oficjalnej wypowiedzi:  

  „ Zmiana umożliwiająca organizowanie meczów piłki nożnej, także z uwzględnieniem możliwości wykorzystania na stadionach miejsc stojących jest odpowiedzią na wnioski zgłaszane przez środowisko piłkarskie. Oczekuje się, że możliwość sprzedaż biletów na miejsca stojące przyczyni się do zwiększenia frekwencji na stadionach, a co za tym idzie zwiększenia pozytywnej roli piłki nożnej w społeczeństwie - napisano w uzasadnieniu projektu.”

  Zamiast komentarza przypomnienie, że:

 x  O tym, że miejsca stojące- według regulacji FIFA- są możliwe tylko w obiektach najniższej kategorii, potem już są jedynie dozwolone siedziska;

  x Norma, o której mowa nie jest wymysłem z powietrza albo ciągot komercyjnych, lecz tak FIFA z UEFA zareagował na wołania o zwiększenie bezpieczeństwa widowisk stadionowych. Wołania, które- też przypomnę- wzięły się z realiów- awantur, ofiar itp.

  Nie chcę mi się wierzyć, że rodzima policja nie zna tych regulacji – bo przecież jakoś brała udział w ich kształtowaniu- i że pomysłodawcom chodzi wyłącznie o „zwiększenia pozytywnej roli piłki nożnej w społeczeństwie”…  

  Na marginesie:

  Sądzę, że minister sportu oraz prezes PZPN dadzą głos- jako eksperci oraz najbardziej zainteresowani… Oni opiniują projekty i ustalają reguły.

  Nitki tematycznej „ futbol” ciąg dalszy.

  Pan Robert Lewandowski, piłkarz znakomity oraz człowiek uprawianemu zawodowi bardzo oddany ma przerwę w graniu. Coś zabolało i trzeba się podkurować. Ja się dziwię, że tak późno… "Ten sezon jest dla mnie naprawdę trudny. W każdym meczu Bayernu i reprezentacji gram po 90 minut. W tej chwili nie ma innej opcji. Nie mam zmiennika na moją pozycję. Chciałbym trochę odpocząć" - mówił Lewandowski w "Sport Bildzie".

  „Przy okazji” wyszła ( znów) na jaw prawda, że dzisiejszy sport zawodowy wprawdzie gwarantuje opiekę medyczną, jaka się nie śni Kowalskim z Nowakami, to równocześnie bywa bezlitosny wobec tych, z których żyje. Oni mają grać tyle razy, ile sobie zażyczy pracodawca; mogą być zmordowani ponad rozsądek i skopani, ale mają zasuwać na każde zawołanie. Bo kasa, bo kalendarz, bo karnety, bilety, transmisje i sponsorzy… A że człowiek jest tylko ( i aż) człowiekiem- z mięśniami, ścięgnami, serduchem i nerkami? Będzie trzeba- poleczymy medycyną w najdroższym wydaniu… Żeby pełna sprawność wcześniej wróciła, kasa zaczęła dostawać swoje. Na to zamożny sport stać, na profilaktykę i dobroserduszkowanie wcześniej jakby mniej…

  Mniej mamy niż sto dni do zimowych Igrzysk. W Południowej Korei, więc w regionie wciąż mało spokojnym. Sądzę jednak, że olimpijski spokój weźmie górę. Jak w roku 1988, kiedy to w Seulu były udane Igrzyska Letnie. Toż jednak sam czas ma inną siłę dyktowania. Większą. Wtedy lecieliśmy tam drogą okrężną ( ja -via Moskwa, Pekin, Tokio), bo takie były podziały polityczne, dziś rodzimymi liniami droga prosta, gładka, od startu po lądowanie…

  PKOl ma nawet do współpracy sponsorskiej „Lot”, a ten przyodział w barwy i symbole olimpijskie swą najnowocześniejszą maszynę… Co przywiezie ów „samolot marzeń?” Mam nadzieję, że wieść o udanym starcie, choć medalowych cudów nie oczekuję.

 W Soczi było tak: 11 miejsce w tabeli medalowej- niebywałe!  Cztery zlote trofa- rekord rekordów srebro i brąz.

  Dwa razy Kamil Stoch- na skoczni; po złocie- Zbigniew Bródka- panczenista ( strażak) i Justyna Kowalczyk; jeszcze brązy zespołowe.

  To był rekord rekordów, dziś raczej do tak wysoko umiejscowionej poprzeczki trudno będzie doskoczyć.

 Skaczemy nadal fenomenalnie, ale inni jakby mocniejsi niż wtedy. Panna dr Justyna wciąż dzielna i bojowa, ale- jak długo można? Łyżwy- to zawsze loteria o setne i dziesiąte części sekundy ( pan Bródka pokonał srebrnego o 3 tysięczne sekundy, w przeliczeniu- 4 cm), wtedy ze szczęśliwym losem…

Ilu tym razem rodaków fortuna popieści?