Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Świecenie przykładem

piątek, 31 lipca 2009 18:59

ECHA WYDARZEŃ: I jak nie kochać Pana Tomka? Majewskiego- oczywiście. Mięsem słownym pod nosem kulę zanęci, potem, jak pchnie... Teraz na odległość 21, 95 m! To oznacza nowy rekord Polski i prowadzenie na tegorocznej liście światowej. Stary rekord miał siwą brodę- ponad ćwierć wieku. Nowy pewnie nawet nie zdąży zgubić mlecznych zębów, bo pan Tomasz tak ukochał natarcie, że i rekordowi własnemu żyć nie da. PZLA wzywa do ostrożności, ale raczej... dmuchając na zimne. Bo słowa komunikatu brzmią:

Z jednoznaczną opinią musimy się wstrzymać do czasu otrzymania odpowiedzi na e-mail wysłany w czwartek wieczorem do szwedzkiej federacji LA.  Konkurs, bowiem rozegrano w nietypowym miejscu - w Ogrodach Królewskich w centrum Sztokholmu.

Sądząc po zdjęciu z  przygotowań do konkursu i znając wysoki poziom organizacji i sędziowania na zawodach lekkoatletycznych w tym kraju można jednak ze spokojem oczekiwać, że organizatorzy nie zaniedbali niczego i wynik Tomasza Majewskiego zostanie zatwierdzony, jako oficjalny rekord Polski."

 Ja jestem spokojny- będzie OK.! Nie pierwszy ( złoto olimpijskie w Pekinie) i nie ostatni raz. A że kulomiot przesympatyczny- fakt. Auta po igrzyskach nie chciał, lubi metro; przed piwem nie ucieka, studia skończył, plany życiowe ma bogate; uśmiechnąć się potrafi; nawet z wdziękiem się zezłości.... Normalny, aktywny. Jeden z moich szefów zwykł mawiać: „ Jeśli masz do czynienia z facetem, który nie lubi dobrej kuchni, nie zaklnie, nie obejrzy się za płcią nadobną, na każdym kroku udaje świętego- uważaj. Gdzieś się musi wyżyć, może w donosie na mnie i na ciebie..." Pan Tomek jest uosobieniem normalności pomnożonej przez sportowe mistrzostwo...

 PZPN nie byłby PZPN-em, gdyby wszystko załatwiał na czas i jak należy. Minister Drzewiecki nie byłby sobą, gdyby głośno nie zawiadamiał całego świata o każdym swoim kroku. Teraz- PZPN nie doprowadził na czas, by najwyższa klasa rozgrywek stawała do boju w składzie bez znaków zapytania, a minister... Jak to on. Obwieścił wszystkim, że wprawdzie zmienić decyzji związku nie może, ale poza apelami śle do PZPN kolejną kontrolę. By sprawdzić, czy związek, aby jakiejś normy prawnej nie naruszył. Nie ma zarzutu wprost, nawet podejrzenie nie za jasno sformułowane, ale... administracja w ataku. W tle z podtekstem, jako że minister jest życiowo związany oraz podobno także interesami z miastem, którego drużyny mają zostać poza ekstraklasą....

 Więc niby tylko sprawdzimy, czy... A jeśli np., okaże się, że wszystko jest prawnie w porządku, albo, że prawo mamy kiepskie, bo daje do dyspozycji wytrychy, to, co? Czy wtedy minister równie głośno powie: przepraszam? Nie sądzę. Raczej powie, że to było dla dobra sprawy najwyższej... I co- znów „strony" będą wzywały w sukurs UEFA, znów będzie wyciąganie szabel oraz kopanie po kostkach? A tu w harmonii trzeba EURO sposobić, panowie...

 Nie wzywam- Boże broń do świętego. lecz sztucznego spokoju. Do chowania problemów pod stół, ani do kanonizowania PZPN, UEFA-y, ministerium z jego szefem... Proszę tylko pokornie, by sprawy trudne starać się tak załatwić, by... były załatwione porządnie. I z oklaskami w finale, a nie z krzykiem wtedy, gdy jeszcze kurtyna zwieszona do ziemi... Tisze jedziesz- dalsze budiesz...prawda z importu, ale życiowa zawsze i wszędzie... Ot, podobnie jak podpowiada pan Tomek Majewski. Sobą i swoimi rekordami...

komentarze (7) | dodaj komentarz

Przystawianie drabiny?

środa, 29 lipca 2009 14:14

ECHA WYDARZEŃ: Tour de France na mecie. Ze zwycięstwem Hiszpana Contadora i trzecim miejscem Amerykanina Armstronga. Weteran nie pomnożył wieńców laurowych, ale na podium wszedł. „Pod czterdziestkę" to sukces ogromny. Sądzę zresztą, że przed startem o wygranej nie myślał, choć o niej gadał...

 Nasz jedynak - Marcin Sapa raduje się, że wyścig ukończył, a po drodze kilka razy pokazał się w ataku.  Rozumiem, że to prawo do zadowolenia i z uściskiem dłoni spieszę. Ale fakty, że: a) jedynak; b) zajął 146 miejsce; c) przegrał z triumfatorem o ponad 3 godz.40 minut - to wszystko przypomina, gdzie jest teraz- jako całość- rodzime kolarstwo szosowe...

 

Andrzej Gołota podobno ma stoczyć pojedynek z Tomaszem Adamkiem. Niech będzie, ale... nie przesadzajmy, Koledzy Komentatorzy- nie róbmy z tego czegoś historycznego, a już podobne sformułowania czytuję.  Z miejsca „walka stulecia". Którego? W boksie zawodowym zawsze była dozwolona przesada propagandowa- od szumu zależą wpływy, bilety i transmisje. Ale postarajmy się wreszcie w komentowaniu o obiektywizm. Może pan Andrzej głosić, że znokautuje rywala. Który -wedle Gołoty- zwariował, że się porywa na taki pojedynek.  Mnie taka antyreklama rywala nie odpowiada, ale - jeśli jednego cytujemy, to kładźmy też coś na drugą szalę wagi. Spokój Adamka; wiedza, że on jest teraz a nie starszy) i jednak chyba zgrany) kandydat na mistrza bliżej szczytu; że nie obawia się, iż stanie do próby o wagę wyżej, i - że będzie się starał robić swoje... Skromniej, ładniej, bardziej po sportowemu, prawda? Wynik będzie- jaki będzie, ( jeśli do walki dojdzie), ale on już wyniknie ze sportu, nie z przedstartowego gaworzenia o sporcie...

 Zatelefonował przyjaciel. Kolega po zawodzie, zęby w nim zjadł, ale ich nie stępił... Fachowiec jakich dziś nie za wielu. Stefan. Podzielił się podenerwowaniem za sprawą UEFA. Że w kwestiach przygotowań do EURO 2012 czasem odnosi wrażenie, jakby centrala sądziła, że my siedzimy na jakimś drzewie. I dopiero UEFA będzie nam przystawiało drabiny... A to przecież środek Europy, cywilizacja pełną gębą, nowoczesne hotele, granice szeroko otwarte, motoryzacja, że hej- tyle ze nie po autostradach... Do tego doświadczenie organizowania wielu sportowych imprez rangi światowej. Więc- pomoc i kontrola, zawsze- tak, ale nie dajmy się nastrojowi, że TAM wyłącznie wielcy, a TU wyłącznie maluczcy.... Coś w tym jest, w tej refleksji, Stefanie! Ale, czy czasem za łatwo nie poddajemy się takim ciągotom...? Że potem, jak nam prezesa pogłaszczą po główce, to już optymizm łatwo wchodzi na miejsce rozlicznych obaw...

komentarze (5) | dodaj komentarz

Łamanie barier

poniedziałek, 27 lipca 2009 20:10

ECHA WYDARZEŃ: Dobry czas panów Tomaszów Majewskich. Biegacz-blogowicz-nauczyciel niedawno wzbogacił się o córkę, ( którą wdzięcznie opisuje i fotografuje), miotacz kulą z uporem atakuje wyżyny. Mistrz olimpijski właśnie teraz pobił rekord życiowy, nowy wynosi 21,64. Nawet, jeśli przegra, to nigdy z nędznym wynikiem; parę dni wcześniej był trzeci, ale rezultat- 21, 34... Jak nie lubić tego sportowca? Miły, rozmowny, mądry, dowcipny, Nic z piłkarsko- podobnej samoreklamy, za to też... nic z piłkarsko-podobnego tłumaczenia porażek. Pan Tomasz „po prostu" jeździ po świecie, i przy pomocy kuli swą sławę mnoży. I nam przynosi tyle zadowolenia, że we własnym choćby imieniu powiem: DZIĘKUJĘ!

 Platini był w Polsce. Tym razem nie „ za pośrednictwem", a osobiście wizytował przygotowania do EURO 2012. Było cieplutko, nie tylko za sprawą temperatury. Zjadł sarninę w dobrym towarzystwie ( dla Francuza dobre jedzenie, do tego w dobrej kompanii dużo znaczy), obejrzał budowy, zachwycił się widowiskiem na swoją cześć. Uznał, że sprawy idą nie tylko w dobrym kierunku, ale też mają dobry rytm. Pogłaskał publicznie po głowie Grzegorza Latę ( obaj- z uśmiechem), co zapewne wkurzy Zbigniewa Bońka głoszącego, że tylko on jest w prawdziwie dobrej komitywie z szefem UEFA, ale ja to odbieram dobrze. Może rzeczywiście mniej jest znaków zapytania niż było... Byle tylko- pokornie proszę- nie tłumaczyć mi ocenami ze strony Platiniego premii, którymi tak sypał w imieniu podatników minister. Że niby, jeśli tak dobrze, to trzeba nagradzać, a nie nagradzanie krytykować...!. Bo zaraz zapytam, czy nagrodzono właśnie tych, którzy budują, czy ... ledwie programistów wydarzeń, które urzeczywistniają inni...?

 Bieg przez blogowisko. Daniel Koziarski złamał barierę 100 tysięcy „wejść" na swój blog. Jak pan Tomek Majewski- barierę- "życiówkę". Szczere gratulacje! I na własny użytek- łyk optymizmu. Że takie powodzenie ma blog spokojny, kulturalny ( w dużej mierze wydarzeniom ze świata kultury poświęcony), oszczędny w formie i treści. Nic z „zajefajnego blogaska", nic z apeli o „kopsnięcie komcia" itp. Lekko, ale równocześnie poważnie- we wpisach i komentarzach. Nie optymistyczne? Bardzo. Zwłaszcza, gdy czytam „literaturę" wypowiedzi pewnej części internautów wypowiadających się w sprawach polityki, obyczaju, tzw. faktów dnia powszedniego. Bez wiedzy historycznej, bez kultury wypowiedzi, z przewagą zacietrzewienia nad rozsądkiem. Przesadzam? To sami poczytajcie!

Znalazłem nowy blog. Atrakcyjny już na starcie. Z mojej branży. Dziennikarskiej. Osobę pod ksywą z miejsca rozszyfrowałem. To taka „norma" zawodowa- charakterystyczny sposób pisania polega na tym, że podpis zakryjesz, a autora poznasz. Więc- poznałem. I......, przepraszam, Kuzynko Bietko. Będziesz miała powodzenie- prognozuję- a i polemistom, którzy na Ciebie ławą ruszą, ( bo tematyka, bo sposób opisywania, bo tezy itp.) też łatwego życia nie wróżę... Za dobrze Cię znam... A „oponentom" językiem porucznika Duba: „Wy mnie Szwejku jeszcze nie znacie, wy mnie dopiero poznacie..." A dodam, że Ona w odróżnieniu od blogujących  panów Pawlaka. Kalisza, Borowskiego, Siwca, Babiarza, Szaranowicza i paru innych-sławnych na komentarze internautów odpowiada...

komentarze (5) | dodaj komentarz

... i do kajecika!

sobota, 25 lipca 2009 14:34

ECHA WYDARZEŃ: Pani Ania Rogowska skoczyła wprawdzie o tyczce tyle samo centymetrów, co Rosjanka Isibajewa, ale pokonała rywalkę. Sukces niebywały! Isinbajewa, zwana carycą tyczki przegrała po raz pierwszy od lat sześciu, co wyliczyli statystycy. Uzyskała, jak na siebie wynik średni, ale nie Pani Ani to zmartwienie, ona ma bardzo ważny sukces sportowy.

 Na marginesie: co te damy wyprawiają? 4,84 w konkurencji, która dziesiątkami lat była tylko dla panów to... To w czerwcu 1964 byłby ... wynik równy męskiemu rekordowi Polski! A wtedy już skakano z tyczkami „nowej" nie „bambusowej" generacji...

 Zaczyna mi się podobać UEFA. Szanuje zasadę, że pańskie oko konia tuczy. Premierzy, wice i ministrowie niech mówią swoje, a my sprawdzimy. Podobno incognito jeździ po Polsce ekipa, która nie korzysta z towarzystwa gospodarzy. Kupuje sobie bilet na pociąg- jedzie, patrzy, notuje. Posiusia w wagonowym WC, „odcedzi kartofelki" w dworcowym. Na własnym żołądku i kubkach smakowych zapozna się z menu; pojedzie tą samą trasą dwoma taksówkami i porówna rachunki; zwizytuje hotele. I- do kajecika...

 Platiniego mogą potem wozić „ na sygnale" i przyjmować, jak parę królewską karmioną wyśmienitym jadłem oraz podniosłymi słowy, a on ... będzie miał raport z owych kajecików. I - tak trzymać! Myślę to sobie, gdy jeżdżę po swoim mieście korkowanym, jak butelka przedniego trunku... Dzielę oczywiście pogląd, że kiedyś trzeba zrobić porządek, a to oznacza też przejście przez bałagan. Ale bałagan jest, a porządek dopiero ma być. Podobno na EURO...  Do kajecika...

 Piłkarze Legii i Polonii są dalej na europejsko-pucharowej drodze, mistrzowska Wisła wpadła na zbyt strome dla siebie pobocze. Przegrała bój eliminacyjny z estońskim rywalem. Sensacja? Dla pana Bońka, jak czytam w jego wypowiedzi- żadna. On wieszczy, że taka będzie norma, bo ( wedle eksmistrza, ekstrenera i ekswiceprezesa PZPN oraz przegranego kandydata na prezesa) taka jest nasza ligowa piłka. Nie stoi w miejscu, lecz pędzi do tyłu. Dla mnie - niespodzianka, a właściwie jeden z kolejnych dowodów, że dziś każdy rywal jest bardzo groźny i czas się do tego przyzwyczaić. Czyli- zejść z koturnów mocarstwowości. Żeby nie spaść nadto boleśnie na kość ogonową... Miałem takie doświadczenie, boli.

 A oceny medialne- jakby mądrości życiowej nie odbijały, tylko wciąż nastroje wstania lewa nogą... „Wstyd i hańba", "Blamaż", „Kompromitacja", „Witajcie w Trzecim Świecie"... "Upokorzenie"... Prawie- wstyd dla kraju, rządu i prezydenta, o ministrze sportu już nie wspomnę.  Rozumiem nastroje i wszelkie tendencje do publicystycznej przesady, jeśli się w surmy za łatwo dęło, a życie balon przekłuło... Ale nie widzę powodu bym się wstydził. Ani czuł pohańbiony. Nie mnie tak dobrze płacą za granie, i nawet nikt mnie nie pyta, co myślę o finansach piłkarskiego dworu- a myślę źle; nie od dziś.... Niech się wstydzą ci, którzy powinni. A w ogóle zacznijmy do ocen przykładać właściwą miarę. I np. spróbować kibicowi powiedzieć, że tego dnia estońska piłka odniosła swój historyczny sukces. Jak Pani Ania Rogowska- wygrywając z wielką Isinbajewą, o której nie czytam, że przegraną publicznie uznaje za hańbę, kompromitację i coś tam jeszcze...

komentarze (6) | dodaj komentarz

1 Sierpnia o 17-tej...

środa, 22 lipca 2009 13:21

ECHA WYDARZEŃ: Zastój w blogach. Rozumiem- wakacje, urlopy, upały burzami przeplatane; w polityce i sporcie niezmiennie bałagan. Coraz bardziej obezwładnia to królestwo cynizmu. Nie każdy, więc blogować może, i nie każdemu się chce...

Idzie kolejna rocznica Powstania. 1 sierpnia 1944, godz. 17. Ilu rodaków stanie w krótkiej zadumie na dźwięk syren, a ilu albo nie raczy sygnały odebrać, alba nie będzie wiedziało, o co chodzi- bo są pozbawieni tzw. pamięci historycznej...?

 Sport też zapisał kartę powstańczą. Pisywałem o tym, że lepiej przypomnieć, niż zapominać. Oszczepnik, olimpijczyk Eugeniusz Lokajski. Por. „Brok". Walczył aparatem, dokumentował Powstanie. Dzięki m.in. jego fotografiom mamy po dziś obrazy walk zatrzymane w kadrze. Zginął pod gruzami usiłując uzupełnić materiały fotograficzne. Bokser, działacz YMCA, młodszy brat późniejszego prezesa PZB ( też powstańca, z Elektrowni) - Eugeniusz Cendrowski.  Pseudo „Negr". Ranny w przedpowstańczej akcji na Woli, niedoleczony ruszył do walki. Znów ranny. W Szpitalu Czerniakowskim dostał się do niewoli. Nie mógł dotrzymać kroku podczas ewakuacji. Zapłacił życiem. Zofia Chenclewska, „Grażyna"- tancerka, kiedyś rekordzistka oszczepu. Patrol sanitarny na Ochocie, śmiertelny postrzał w wątrobę. Maria Chełmicka-lekkoatletka, łączniczka; zginęła mając 24 lata... Olimpijczyk-żeglarz Janusz Zalewski, ppor. „Supełek", zdobywał magazyny na Stawkach, ciężko ranny, leczony w szpitalu na Woli- Niemcy wymordowali tam pacjentów i personel... Nie kontynuuję, to ledwie sygnał bardzo aktywnej „ obecności" ludzi sportu w Powstaniu...

 Znajomi z dziennikarsko-sportowej profesji. Fotkę z red. Ludwikiem Szumlewskim widziałem wiele razy. Nieśli sprzęt radiowy, też w Powstaniu przydatny, jak amunicja. Po wojnie w Łodzi; zawsze człowiek radia. Leszek Cergowski, syn sławnego pułkownika „Sławbora", sam też waleczny powstaniec. Przesiedział po wojnie niesłusznie kilka młodych lat, ale po zwolnieniu nadal umiał się uśmiechać i żartować. Wspaniały dziennikarz. „Przegląd Sportowy"- kolarstwo, szermierka, narty... Mistrz małej formy- zaskakujące puenty, świetne tytuły. Jeśli się nie mylę, jednym z wychowanków- p. Tomek Jaroński. Ludziom życzliwy. Bardzo. Wspominał w wywiadzie Hubert Wagner, trener siatkarzy przez niektórych okrzyczany, jako „Kat", z powodu twardej ręki w treningu:

Rafał Stec: Pamięta Pan pierwsze sekundy po zakończeniu finału olimpijskiego w Montrealu?

Hubert Wagner: To są chwile, w których zachowaniem rządzą odruchy. Gdzieś się podbiega, kogoś całuje... Pamiętam, jak mnie zaprowadzili na konferencję prasową. Nieżyjący już dziennikarz Lech Cergowski nalał stakana i powiedział: "A teraz możesz mieć ich wszystkich w dupie!". To była pierwsza rzecz, o której z ręką na sercu mogę powiedzieć, że naprawdę się wydarzyła.

 Staszek Schoen Wolski. Jako niespełna 15-letni chłopak zasłynął tym, że przekradł się na tyły Niemców i granatem przeciwczołgowym zniszczył ich stanowisko karabinu maszynowego na rogu Dolnej i Konduktorskiej. Za ten bohaterski czyn otrzymał order Virtuti Militari.

Jerzy Jabrzemski- „Sportowiec", „Przegląd Sportowy", zakochany w szermierce, autor książek o niej oraz o walce podziemnej Szarych Szeregów. Zygmunt Głuszek- „Przegląd", spec lekkoatletyczny i statystyk światowego formatu. Poczta Powstańcza, Szare Szeregi; Krzyż Walecznych. I tej listy nie wyczerpię, zostaję przy sygnałach.

                                  XXX

 Będzie rocznica. Jak zawsze, jak robię od lat-stawię się na Powązkach Wojskowych. Z białymi i czerwonymi mieczykami- to właśnie ich czas. Położę na rodzinnym grobie- gdzie trzy nazwiska tylko symbolizują pamięć; miejsce pochówku nieznane. Zapalę świeczkę pod Gloria Victis. Ale nie wtedy, gdy będą płotki, przepustki, kordony chroniące dygnitarzy, którzy nie chcą i nie mogą zrozumieć, że 1 sierpnia o 17-tej powinien TAM dostać się swobodnie każdy, kto czuje taką potrzebę. Jakby nie można było razem, w tym samym, co inni kondukcie z kwiatami. Przyjdę TAM dzień przed nimi. Nie interesują mnie mowy, wypuczanie się i własnych zasług podnoszenie kosztem ofiar, które złożyli inni. Znicz ma być dla historii i ku pamięci ofiar...

 

 

komentarze (11) | dodaj komentarz

 123  »

Zdjęcia w galeriach.


piątek, 19 marca 2010

Licznik odwiedzin: 157179

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O moim bloogu

jako dziennikarz ( sportowy)- przez "ładnych parę lat"- nie widzę powodu do zachowania dzisiejszej refleksji dla siebie. "Echa wydarzeń" - to kontynuacja felietonu dawniej prowadzonego.

Galerie

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 12.03.2010 11:50:57
  • autor: grzegorz-laskowski-59120605437
  • treść: Grzeh tu był i wiado...