Przemiła nasza reprezentacja siatkarek ( przemiłą zostanie!) boleśnie zetknęła się z faktami, w kilku wymiarach.Po pierwsze- na naszych paniach została tym razem udowodniona prawda, że na szczytach sportu siły są tak wyrównane, iż aktualne dziś- jutro może przestać być świeże, by pojutrze… No tak, ale owo pojutrze to teraz dopiero pekińskie Igrzyska 2008. Ale o tę szansę trzeba będzie dopiero powalczyć.
Po drugie- jest w grach i turniejowych rozgrywkach taka, trudna do opisania reguła, że każda drużyna ma jeden start słabszy. Problem, z kim się wtedy gra, Tu przyszło grać przeciw drużynie, która świetnie odczytała przyczyny wcześniejszej, bolesnej porażki, i była w stanie wznieść się na szczyt. Kryzys zbiegł się z eksplozją!
Po trzecie- często seria zwycięstw zawiera też w podtekście i podświadomości drużyny groźbę. Że może się zdarzyć zachwianie proporcji pewności siebie i pokory wobec rywala. A wtedy – dużo trudniej się wygrywa i odpiera atak, zaś łatwiej przegrywa.
Będzie wielu mądrych po porażce. Przynajmniej tylu, ilu było wcześniej pewnych kolejnego, trzeciego złotego triumfu. Zawsze się łatwiej komentuje niż walczy ma boisku i wygrywa. Ale cóż to za sport bez niespodzianek? Oczywiście, lepiej, jeśli są radosne. Ale przecież świat się nie kończy, będą szanse rewanżu. A drużynę wciąż mamy znamienitą! Nawet, gdyby miało się zdarzyć, że w tych mistrzostwach Europy… Odpukuję w niemalowane. Może przegrane marzenie o złocie „chociaż” brązem zaświeci. Będą brązowe "Złotka"...?
Od 6 rano panowie ocieplają dom. Spać się nie da, za to jest okazja dla uszu. Jakże mało trzeba słów, by się porozumieć! Q… - we wszystkich odcieniach. Dla wyrażenia zadowolenia z pasującej płyty. Dla pokazania złości, gdy nie pasuje – o q…! W tle -q… z „mamusią”, gdy mowa o kimś- nie wiem, o szefie, nadzorcy, prezesie, czy mieszkańcu, który okna na czas nie zamknął. Jest jeszcze coś na „P”, też uniwersalne, i kilka fachowych rzeczowników. I wystarczy, by się dogadać oraz pogadać. „Podaj mi q…. ten p…………y młotek, bo płyta q….., nie pasuje, p……..a” – i już wszyscy wiedzą, o co chodzi i jak się sprawy mają. I na co nam to bogactwo języka, jeśli używany bywa tak „oszczędnie!?”. Klasa polityczno-biznesowa w rozmowach między sobą, uczniowie, gdy podpalają pod śmietnikiem na dużej przerwie. Gdzie ślad Kochanowskiego, Mickiewicza ze Słowackim, Wańkowicza z Kapuścińskim? Że tylko kilku z wielu Mistrzów przypomnę.
„ W branży” mawiano nawet, że operowanie 350 słowami wystarczy, by się załapać na sprawozdawcę telewizyjno-sportowego. W radiu bywało trudniej, bo jakieś egzaminy, karty mikrofonową. W TV wystarczał angaż. No i dobrze było potem włączyć jeszcze parę modnie, bo z obca brzmiących słów. Jakiś – będzie fonetycznie- laki luser, zamiast szczęśliwca( łatwiej był przeżył żargonowego farciarza ; "być na topie", lub "trendy", albo- "passe"… i już fajnie. Potem spokojnie można było piłkę „podawać do boku”. Tylko dyletant językowy pytał, jakie ten Bok, czyli piłkarz, który ma właśnie być adresatem podania, nosi imię. Pisałem już o tym, I będę pisał, bo to walenie łbem o ścianę. Przecież w TVP blogów nie czytają, bo i po co?Nawet, jeśli sami piszą, to tylko pro forma, żeby było w ich stylu...Słucham, więc panów „od styropianu”, jestem zwierzęciem telewizyjnym, atakują moje uszy wypowiedzi wykształconych polityków i tych, którzy polityków udają. Słucham i myślę sobie, że mimo powszechności edukacji zwiększają się nam luki intelektualne. A ma być większa rzesza prawdziwie wykształconych! Myślę, że lekcje polskiego muszą być często olewane ( wiem- żargon, ale zrozumiały), a w ogóle urok języka, programowo przegrywa z innymi urokami współczesności. I że coraz mniej osób przejmuje się tym, jak artykułuje swoje myśli, uważając, iż ważne, KTO i CO mówi…JAK – jest trzeciorzędne.Zwłaszcza, gdy mówi WAŻNY.Lub- mający się za takiego...
Na szczęście wieczorkiem mogę sobie zajrzeć do blogowni. Arcymistrzyni Werka uraczy refleksją na miarę literatury. Johana pokaże jak bycie „trendy” i świadome dopasowanie języka do „młodzieżowego” wcale nie oznacza gwałtu na nim- bo z miejsca widać, o co w TYM chodzi. Balbina, Lunatarius, Netoperkova, Jagienka, BKM, Maminka, miłe Panie mieszkające teraz w Stanach, więc z ograniczoną szansą kontaktu z bieżącym językiem ojczystym, a śladu bariery nie ma, i wielu oraz wiele innych. Ludzie różnych pewnie profesji i pasji dają i mnie dowód, że jednak język mamy piękny oraz bogaty. A że wkrótce znów będzie- „do boku” oraz” q…” , mniej jakoś zaboli po blogowych słodyczach. NO I- CZEKAM NA SIATKARKI! W ich rękach nasz dobry nastrój!Mieszanka firmowa. Rozumiem panie i panów, gdy zachwycają się damskim graniem w siatkówkę. Panie- bo zawsze to miło popatrzeć na sylwetki-wzorce Nawet westchnąć i pozazdrościć; albo rzec głośno: a jam też przecież taka! Panów rozumiem, bo oni w ogóle lubią patrzeć na ładne i zgrabne, młode panie. Matka- natura tak NAS skonstruowała. A jak miło oglądać, gdy siatkarki są NASZE i grają, tak, jak rodaczki w mistrzostwach Europy…
Mnie w tym wszystkim podobają się jeszcze dwie cechy.
Pierwsza- to uśmiech oraz wybuchy radości po udanej akcji. To sygnalizuje świeżość, mistrzostwo – nie wyrobnictwo, skłonność do okazywania radości oraz jej przeżywania.
Druga to uroda i gracja Pan Siatkarek. Nie tylko dlatego urzeka mnie to bom facet. Także jako dowód w pewnej sprawie. Otóż w tej, że wielu głosiło, że do sportu wyczynowego garnie się najchętniej ta część płci nadobnej, która czuje, iż ma mniejsze od urodziwych rówieśniczej szanse w życiu. Bzdura! W sporcie, jak w innych dziedzinach mieszczą się wszyscy- tacy, śmacy, i jeszcze inni. A jeśli już mówić o przewadze- to są w niej ładne, zgrabne, wdzięczne. Jak kiedyś nasze „misski” – w lekkiej atletyce ŚP Barbara Lerczakówna, czy gimnastyczka artystyczna Folga, albo rekordzistka świata w strzelaniu- Lalka Zakrzewska-Rolińska; jak teraz- panna Otylia, czy między innymi właśnie siatkarki. Że wymienię tylko reprezentantki reprezentantek. I taki oto jest męski punkt widzenia! Rzekłem! I w tym przekonaniu zostanę.
A jeśli już jestem przy mistrzostwach, to błagam sprawozdawców TV: Panowie i Panie, nie bijcie rekordów żargonu. Przy was nawet redaktor Darek „Do Boku” wydaje się klasycznym stylistą! Zarzucacie nas takimi powiedzeniami i niby-analizami, że głowa mała. Ja wierzę w waszą fachowość, ale siatkówkę oglądam nie jak wykład na AWF, lecz jako pokaz piękna sportu i ludzi…
To się nazywa komercja! A może- to też wyraz zarozumiałości? Wyczytałem, że bilety na mecz piłkarzy z Kazachstanem wycenił PZPN na 50-400 złotych. Z tym, ze pod dachem, to już 250-400, może nie będzie padać…Ile to euro, ile dolarów? Za co? Teza, że piłka to największy w świecie i najbardziej demokratyczny teatr do kosza, za sprawą PZPN ? Eliminacje mistrzostw Europy- fakt, ale … przeciwnik 120 na dzisiejszej światowej liście, więc – może nie przesadzajmy, oferta nie jest aż tak atrakcyjna. A jeśli będzie nuda- to PZPN zwróci forsę?
Przeczytałem o pogrzebie prof.. Jerzego Kuberskiego. Postać barwna, osoba zasłużona, kariera godna ( i są takie, znalazłem w sieci) opisów zgoła sensacyjnych. W mojej pamięci- bardzo aktywny działacz sportowy, jedna ze złotych postaci w historii AZS. No i jako minister „od edukacji”, jako jeden z nielicznych na tym stanowisku bardzo sport szkolny forsujący. Pamiętam, iż marzyła mu się sytuacja: zapis „umie pływać” ( ma kartę pływacką, jeszcze lepiej „żółty czepek”) na każdym świadectwie maturalnym… Marzenie w wymiarze potrzeb społecznych wciąż aktualne, prawda?
Panie siatkarki grają dalej. Medal im się marzy, śni, ale najważniejsze, że jest w zasięgu możliwości. W słowach są szczere, i mówią, że to jeszcze „nie ich siatkówka”, na boisku jednak zabierają rywalkom szansę. Tak trzymać!
Post Scriptum. Na koniec komentarz do kilku komentarzy. Zdarza się, iż mili i wdzięczni Komentatorzy ( w przewadze Panie, podczas gdy podobno większość kibiców to panowie), piszą, że chętnie by głos bardziej szczegółowo zabrali, lecz wiedza o sporcie nie jest ich najmocniejszą stroną. Uspokajam: moją też nie jest, ale jakoś tyle lat udaję… Poza tym sport jest takim obrazem, który się odbiera nie tylko z towarzyszeniem analizy wykonania, czy zjawisk towarzyszących, czasem jest po prostu obrazem, spektaklem. Takim, który urzeka, podoba się, albo –nie. Bez zobowiązań do fachowego rozkładania na szczegóły…Uskrzydlający milion? Siatkarki zaczęły mistrzostwa Europy. Gdy te słowa dotrą do Komentatorów, już może być po pierwszym meczu. Mam nadzieję, że zwycięskim… Nasze urocze panie grają w obronie prymatu, grają o prawo startu olimpijskiego i… grają o milion złotych do podziału. Tak ogłosiły media, informując, ze PZPS taką sumę jako premię wyznaczył. I że siatkarze też mogli takową dostać, ale- wiadomo- boleśnie niedawną szansę przegrali. Gdzieś w komentarzach czytam pytanie, czy jeśli znajdują się w związku takie pieniądze na dodatkowe premie, ( bo „urzędowe” też przecież będą), to czy przygotowania do takich imprez muszą być za „budżetowe”. Czyli z wpłat podatników? Nie komentuję- ani reguły, ani przypadku; po prostu odnotowuję, że i takie głosy się pojawiają…
Stawka jest wielka, szansa ogromna, sytuacja wcale nie tak łatwa, jak się optymistom wydaje.
Po pierwsze- dlatego, ze mistrzostwa panów przypomniały, iż podział na faworytów i outsiderów jest wielce umowny. Wygrał teoretyczny outsider – Hiszpanie.
Po drugie- ponieważ bolesna porażka drużyny męskiej ( 11 miejsce w ME) musi potęgować nastrój niepewności. Czy się chce, czy nie chce, czy się jest bardzo odporny na nastroje, czy mniej- trudno by „tamto” nie przekazało śladu. Z tym, że oczekuję, iż „śladem” będzie … wzmożenie waleczności, a zapowiedź przedturniejowa, iż „walczyć trzeba o zwycięstwo w każdym secie” ma oparcie w mocnym przekonaniu. Ja w Panie wierzę, mimo że i ta reprezentacja miewała chwile słabości…I wiem, że nie „milion do podziału” siatkarki głównie motywuje…Czesława Langa zawsze lubiłem. Jako kolarza, i jako działacza sportowego. Jako kolarza, nie tylko za to, że jeździł bardzo szybko. Także za waleczność w zmaganiach z sobą. Pamiętam Wyścig Pokoju, gdy w pewnej chwili usłyszeliśmy potworny krzyk, Przebił się przez warkot silników i pokrzykiwania. Z boku szosy leżał kolarz i przeraźliwie krzyczał z bólu. To Czesław Lang, skutkiem kraksy- wybity obojczyk, Po nastawieniu było lepiej, ale bolało dalej i kuracja była długa. I tenże Lang dalej jeździł odważnie- po medal olimpijski; przecierał zawodowe szlaki. Jako nowoczesny działacz zrobił z Tour de Pologne imprezę prawdziwie międzynarodową. I biznes- ale to już jego sprawa. Wielkie uznanie na upór i pomysłowość. To zaś, że tym razem tylko czwórka rodaków ukończyła wyścig wokół swego kraju, a najlepszy zamykał trzecią dziesiątkę- to oczywiście też zmartwienie Langa, ale chyba bardziej PZKol. Na czele z prezesem Wojciechem Walkiewiczem, który kiedyś miał miejsce w aureoli sukcesów sportowych, zaś na prezesurze raczej kolekcjonuje zaszczyty…
niedziela, 14 marca 2010
Licznik odwiedzin: 156848
| « wrzesień » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | |||||
| 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 |
| 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 |
| 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 |
| 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 |
jako dziennikarz ( sportowy)- przez "ładnych parę lat"- nie widzę powodu do zachowania dzisiejszej refleksji dla siebie. "Echa wydarzeń" - to kontynuacja felietonu dawniej prowadzonego.
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: